2.9.09

Sałata z cukinią i mozzarellą


Przepis na sałatę znalazłam gdzieś w sieci - niestety, nie pamiętam miejsca. Jeśli wydaje Ci się znajomy - daj znać, zamieszczę link do oryginału.

Wzięłam średniej wielkości cukinię i pocięłam wzdłuż w trzymilimetrowe mniej więcej plastry. Usmażyłam plastry na oliwie i odłożyłam, żeby wystygły trochę. Do miski wrzuciłam pół paczki skrawków sałaty (to podobno straszny obciach, ale pojęcie "mieszana sałata dla dwóch osób" wymaga potwornych ilości sałat). Do tego - trzy średnie pomidory, obrane ze skóry i pocięte w ósemki. Posiekałam drobno dwa ząbki czosnku i pół malutkiej papryczki chili i przesmażyłam do momentu, kiedy czosnek zaczął lekko brązowieć. Oliwę i czosnek z papryczką po przestudzeniu zmieszałam z sokiem z połowy cytryny i trzema łyżkami wody, solą i pieprzem. Polałam tym sosem sałatę i warzywa, wymieszałam. Położyłam plastry cukinii. Wrzuciłam kilka malutkich kuleczek mozzarelli.

W opisie to brzmi, jakbym spędziła godzinę w kuchni, ale wszystko zajęło mi 20 minut. Było genialne ;)

15.2.09

Ulubiony makaron żony Jamiego Olivera...

...a przynajmniej tak został opisany w książce, którą ostatnio sobie kupiłam. Zrobienie go trwa mniej więcej tyle, ile gotuje się makaron, zaczęłam więc od wstawienia i osolenia wody (tak naprawdę, to wodę osoliłam później, bo kiedy już jest gorąca, z wsypywanej soli powstają w niej białe chmury i zawirowania, przepadam za tym widokiem...). Następnie otworzyłam dwie puszki tuńczyka w oliwie i odsączyłam na sitku. Dorodną, czerwoną cebulę pokroiłam i przesmażyłam na oleju, dołożyłam tuńczyka i podsmażyłam dalej. Oryginalny przepis każe w tym miejscu smażyć też świeżą papryczkę chili, ale nie miałam jej pod ręką. Zastąpiłam papryczkę tajską pastą chili - około pół łyżeczki wmieszanej potem do sosu.

Następnie wlałam dwie puszki krojonych pomidorów. Niestety, zimą puszka to jedyne źródło pomidora, który pachnie jak pomidor. Na pewno lepsze byłyby świeże. Na tym etapie doprawiłam - czarny pieprz, trochę soli, wspomniane wcześniej pół łyżeczki pasty chili i pół łyżeczki cynamonu. Cynamon sprawia, że sos nabiera głębi, egzotycznego, lekko słodkawego aromatu.

Już po wymieszaniu z makaronem, w ostatnim momencie przed podaniem dorzuciłam do sosu pęczek pokrojonej niedbale bazylii.

Jest wspaniały. Naprawdę wspaniały - pachnący, sycący, ciepły.

1.11.08

Miniaturowa paterka w brązach

Moje ukochane szkliwo miodowe w piecu Agnieszki wypala się na lekko przezroczysty, niekiedy opalizujący brąz. Szkliwię nim więc namiętnie, kocham brązy, a szczególnie w ceramice.

Miniaturowa paterka mieści balsam do ust i szpulkę miedzianego drutu biżuteryjnego, kilka monet albo świeczkę. Ma jakieś 10 cm średnicy i nikomu jej nie oddam, bo bardzo mi się podoba...

21.10.08

Marzenie o kominku

Marzę o kominku. Chwilowo marzenie jest słabo osiągalne, zrobiłam więc sobie taką miniaturkę. Doskonale wyobrażam sobie podobną konstrukcję paleniska, obramowaną unikatowymi kaflami albo "tylko" w glinianej ramie. Nie wyobrażam sobie natomiast procesu konstrukcji i wypału takiej ramy... ;)

20.10.08

Na Niewiadomoco

Przyznaję się: kompletnie, ale to kompletnie nie miałam pomysłu, co zrobić. Wzięłam więc kawałek gliny i miętosiłam go w ręku, aż powstała miseczka. A potem wzięłam drugi, mniejszy - i ulepiłam drugą. Są miłe w dotyku i polubiłam te maluchy, choć zupełnie nie mam pomysłu, do czego miałyby służyć... ;)

Szalona Lipa Powraca

Wiecie albo jeszcze nie wiecie, że na urodziny (30!) dostałam aparat fotograficzny, jest więc szansa, że zarówno ten blog, jak i Przyjemności zaczną być bardziej regularnie aktualizowane. Na razie - Powrót Szalonej Lipy. Talerz jest już obiecany Sh., bardzo go lubię. A niedługo, mam nadzieję, uda się więcej poszaleć z liśćmi, bo mam zachomikowane kilka ciekawych z rogowskiego arboretum.

11.8.08

Liść Szalonej Lipy


Szalona Lipa rośnie około pięciu minut jazdy rowerem ode mnie. Po ścięciu większej części drzewa liście jakby oszalały, rosną czterokrotnie większe, niż liście zwykłej lipy. Zabrałam sobie kilka liści tego szalonego drzewa i odcisnęłam w glinie, a to pierwsze efekty. W żyłki wpuszczona czarna angoba, na to położone nowe, miodowe szkliwo. Niestety, kładąc szkliwo najprawdopodobniej zapaprałam je angobą i wyszły zacieki. Niemniej bardzo mi się to podoba, jako talerz na drobiazgi, zagubione w kieszeniach monety i klucze...

10.8.08

Pudełeczko i miska

Nareszcie, nareszcie - czerwone szkliwo. Kupione na Spotkaniach Ceramicznych szkliwo ma na imię "Kardynał" i było o wiele piękniejsze na próbce. Niemniej - jestem zachwycona jego urodą i nierównym, ślicznym wybarwieniem. Przyznam, że nie tak miało wyglądać i efekt plam jest niezamierzony. Prawdopodobnie wpłynęła na to atmosfera pieca, resztki siarki z innych przedmiotów albo opary miedzi z innych szkliw.

Czarne i czerwone szkliwo. Fajnie się robiło to pudełeczko, chociaż dość długo. Musiało dwa razy podsychać trochę, zanim mogłam je pokryć angobami. Zainspirowała mnie jedna z moich nowych książek o ceramice. Poniżej - środek pudełeczka:

15.6.08

Wisiorki

Powstały dawno już temu z czerwonej gliny o bardzo drobnym szamocie. Zdjęcie komórkowe, robione zimowym popołudniem na oknie. Bardzo je lubię, są ciekawe i rzadko spotykane. Agnieszka robi podobne, oczywiście ładniejsze, ciekawiej poszkliwione. Niedługo pokażę nowsze, robione z P. w Wołominie, które udało mi się ładnie poszkliwić. A w każdym razie te z nich, które udało się poszkliwić ładnie ;)

25.12.07

Miseczka dla J.














Powstała już nową metodą, czyli "jeśli tylko możesz, wszystko rób na dwa razy". Uformowana z wałków, a potem klepana po przeschnięciu, malowana angobą, szkliwiona bezbarwnie i ze smugami czarnego, gęściutkiego szkliwa, które pięknie ścieka po powierzchni. Lubię tę technikę, zdaje się, że będzie tego więcej. Miseczka zamieszkała u J. Foto: P. Poniżej detal:

Podstawka pod kubek / garnek / świecę.

Mało kto mi wierzy, że to przypadek i odpad produkcyjny, a ja sama jestem tą drobną formą zachwycona. Jeśli tak miałyby moje odpady produkcyjne wyglądać 5 razy na 10, byłabym wyjątkowo zadowolona. Odciśnięte liście i gałązki sumaka, zielona angoba przed pierwszym wypałem i biała na biskwit, bezbarwne, błyszczące szkliwo. Pod spodem zamontowane są nibynóżki z filcowej podkładki pod krzesła, żeby można było bezpiecznie postawić na drewnianym blacie. Foto: P.

Na ołówki

Ma około 10 cm wysokości i tyleż średnicy, doskonale pasuje do ołówków. Angoba, drapanie szpikulcem i matowe, bezbarwne szkliwo. Foto: P.

Łódeczka














Łódeczka miała być w teorii na oliwki - spodobały mi się gdzieś widziane podobne, ale nieco dłuższe, za to znacznie węższe łódeczki. Matowe, bezbarwne szkliwo zmieszane z białym w nieznanej mi proporcji. Foto: P.

Znów była dłuuuga cisza...














Ani chybi dlatego, że ciągle coś się nie składało i nie było jak robić zdjęć. Nareszcie są - piękne zdjęcia P., robione nieco ponad tydzień temu. Rzeczy na zdjęciach powstawały właściwie od lata.

Pierwsza jest miseczka, średnicy około 7 cm. Zrobiona dość niedbale, ale ładnie wyszło na niej matowe szkliwo.

19.9.07

Listek

Dawno nie było nic nowego - głównie dlatego, że nie było zdjęć, ale teraz powinno się pokazać parę nowych rzeczy.

Listek rósł sobie na ulicy Zamiany w czyimś ogrodzie. Zwisał na zewnątrz, więc cichcem go zerwałam i odcisnęłam w glinie. Od tego zaczęła się listkowa obsesja, której efekty będziecie oglądać już niedługo.

Listek mieszka teraz w Łodzi, u P.

11.8.07

Błękit na brązie

Ulubiona butelka

Butelki

Dwie miseczki

Dzbanuszki

Naczynka z moim ulubionym szkliwem

Dwukolorowe

Beżowe filiżanki

Błękitny kubek dla Agnieszki

Ciężki kubek