5.11.11

Krem pomidorowy z soczewicą

To jak to było? Że mam za dużo czasu? Mam. Pławię się w rozkosznym bytowaniu, lenistwie, wygodnej kuchni i paru wolnych dniach, które zgarnęłam po odrobieniu za kolegę kilku sobotnich dyżurów. Żyć nie umierać...

Poszliśmy dziś na spacer do Parku Akademickiego, obejrzeć tamtejsze lapidarium, ucieszyć się żółtymi liśćmi i po prostu pozwiedzać. Przy okazji obejrzeliśmy wystawę fotografii prasowej i poszwendaliśmy się po terenie Politechniki Gdańskiej, która jest przepiękna i gdybym mogła tam zamieszkać, natychmiast bym to zrobiła. Po powrocie zjedliśmy gorącą zupę pomidorową z soczewicą:


Trzy puszki krojonych pomidorów (remember, remember the fifth of November - żywych pomidorów niestety już nie ma) wlałam do garnka z solą, pieprzem, połową łyżeczki płatków chili, połową laurowego liścia, trzema ziarnami angielskiego ziela i szczyptą suszonego rozmarynu. Jak się zagotowało, wrzuciłam trzy garstki prześlicznej, czerwonej soczewicy, która natychmiast wypiła prawie połowę wody, więc dolałam jeszcze półtorej szklanki. Czerwona soczewica jest odpowiedzialna za jedno z największych moich kulinarnych rozczarowań - po zagotowaniu traci cały kolor. Ma jednak wielką zaletę - bardzo szybko się gotuje.

Zupę zjedliśmy z bazylią pod Trójkową audycję Jerzego Sosnowskiego o historii jazzrocka. 


1 komentarz:

Kermeet pisze...

Bardzo mi się podoba ten przepis, planuję ugotować podobną zupę w najbliższym czasie :) pozdrawiam